Pieniądze, rzeczy, miłość faktycznie szczęścia nie dają?
Na początku wykładu uczniowie ocenili w skali 1-5 poziom szczęścia, który przynoszą im: rzeczy, pieniądze i miłość. Najwyższy wynik otrzymała miłość, pieniądze i rzeczy - wynik powyżej średniej. Badania pokazują jednak, że ani rzeczy, ani pieniądze, ani miłość nie przynoszą długotrwałego szczęścia. Dlaczego?
Po pierwsze dlatego, że zawodzi nas intuicja i ulegamy złudzeniom poznawczym: wydaje się nam, że tak powinno być, że tego właśnie chcemy, a w rzeczywistości - wcale nie. Po drugie dlatego, że oceniamy siebie, a dokładniej - porównujemy - w odniesieniu do kryteriów, które często są nieistotne. I w konsekwencji czujemy się gorzej niż powinniśmy.
– W zależności od tego, jakie tworzymy dla siebie samych punkty odniesienia, coś będzie dla nas tym, co daje nam szczęście albo nie. Porównania są dla nas bardzo trudne i bardzo szkodliwe. A jeśli dołożymy do tego media społecznościowe, to wtedy bardzo łatwo jest budować takie punkty odniesienia, które nie są dla nas zdrowe, a nawet nie są prawdziwe. Widzimy tylko kawałek, który ktoś chce pokazać, ale wydaje się nam, że wszyscy, którzy nas otaczają więcej umieją, robią i osiągają – tłumaczyła dr Magdalena Łazarewicz.
Trzecia kwestia, która wpływa na szczęście, to adaptacja hedonistyczna czyli przyzwyczajanie się, zarówno do pozytywnych, jak i negatywnych doświadczeń. Temu procesowi podlega nawet miłość, która z czasem ma coraz mniejszy wpływ na poziom odczuwanego szczęścia. Badania pokazują jednak, że do różnych doświadczeń przyzwyczajamy się dużo wolniej i nie tak łatwo, jak do posiadanych rzeczy.
– Dlatego, jeśli mamy w coś inwestować, to zdecydowanie w gromadzenie doświadczeń nie rzeczy. A żeby je gromadzić w sposób efektywny, trzeba się zatrzymać, „pobyć” w tym doświadczeniu, powiedzieć samemu sobie: „jak świetnie, że tu jestem, że to robię, że mogę z wami być” – podkreśliła Magdalena Łazarewicz.
Co robić, aby być szczęśliwszym?
To zatrzymanie się i bycie w doświadczeniu to tzw. smakowanie, jedna z metod, która pozytywnie wpływa na poziom naszego szczęścia. Smakować powinno się raz dziennie przez 8 minut. Inną metodą, do stosowania raz w tygodniu przez 5-10 minut, jest tzw. praktykowanie wdzięczności. Można to robić np. wypisując pięć rzeczy, wydarzeń, wartości, osób, za które jest się wdzięcznym lub gromadząc w specjalnym folderze na komórce zdjęcia tego, za co jesteśmy wdzięczni. A także „wysyłając” w myślach życzliwego maila do bliskiej i ważnej dla nas osoby lub osób.
– Budowanie więzi jest czynnikiem podwyższającym poziom szczęścia. Szczęśliwi ludzie spędzają więcej czasu z innymi, mają bogatszy krąg społeczny, ich relacje są bardziej zróżnicowane – wyjaśniała dr Łazarewicz - Oprócz przebywania częściej w towarzystwie osób, które lubicie, wchodźcie w krótkie interakcje z ludźmi, których nie znacie. Takie small talks, trzymanie dla kogoś drzwi czy uśmiechnięcie się do kogoś w czasie zakupów, które uważamy za nieznaczące, mają bardzo dobry wpływ na poziom naszego szczęścia.
Równie ważne w budowaniu szczęścia jest zmiana punków odniesienia.
- Jeśli przeglądacie media społecznościowe i czujecie, że wasza głowa zaczyna się kierować w stronę porównań, to mówicie sobie „STOP”, najlepiej na głos, i zmieniacie aktywność – przekonywała prelegentka.
Być może nie jest to zaskoczeniem, ale wpływ na nasze szczęście ma także częste robienie czegoś dla innych. A także bawienie się.
Top of the top: samowspółczucie
Zdaniem dr Magdaleny Łazarewicz to jedna z najtrudniejszych do nauczenia umiejętności, choć bardzo ważna w budowaniu szczęścia. To postawa, którą okazujemy sobie sami w kryzysie czy sytuacjach, gdy zwyczajnie coś się nam nie udało, np. zaliczyć testu z matematyki.
– Nasze życie nie składa się z samych miłych wydarzeń, nie możemy ich też unikać. Ale kiedy mamy samowspółczucie, to w trudnych sytuacjach, zamiast uciekać, wściekać się na siebie, ukrywać emocje, umiemy sobie powiedzieć: „To rzeczywiście jest trudny moment, ale to także element życia, więc jak mogę sobie pomóc?”. To tak, jakbyśmy rozmawiali z przyjacielem, któremu nie powiemy: „Ale z ciebie nieuk, niczego nie osiągniesz” tylko: „To nieprzyjemne. Widzę, że jest ci ciężko. Czy mogę coś dla ciebie zrobić”. Wobec siebie niestety kierujemy znacznie surowsze myśli – wyjaśniała dr Łazarewicz.
Dlatego warto pracować nad tym, aby zamiast krytykować, utulić swoje emocje.
Praktyka czyni mistrza
Najmniejszy wpływ na nasz poziom szczęścia, bo zaledwie 10%, ma to, co się nam w życiu przytrafia. Kiedy wydarzy się coś smutnego, to obniży nam się poczucie szczęścia, ale później powróci do poziomu wyjściowego. Szacuje się, że w 50% poziomem naszego szczęścia kierują geny. Przez to niektórzy częściej niż inni mogą doświadczać epizodów np. depresji, ale wpływ genów niekoniecznie jest decydujący. Dlatego nasze działania, czyli te pozostałe 40%, są bardzo ważne.
– Kluczowe w ćwiczeniach, o których mówiłam jest to, że wykonanie ich raz czy dwa nie przyniesie trwałego efektu. Szczęście samo się nam nie przydarzy. Trzeba nad nim systematycznie pracować. Wymienione ćwiczenia mogą być naszym świadomym wkładem w budowanie własnego szczęścia.
Po prezentacji odbyła się dyskusja z uczniami. Wykład pt. "Anatomia szczęścia" dr Magdaleny Łazarewicz był pierwszym z cyklu wykładów eksperckich zaplanowanych w tej edycji Programu Patronackiego WUM.